Kontakt z naturą jest jedną z ludzkich potrzeb. Obcowanie z przyrodą przynosi wiele korzyści zdrowotnych i rozwojowych. Bardzo wiele może przynieść także naszym dzieciom! Oto kilka korzyści płynących ze spędzania czasu na łonie przyrody:
- Zwiększona sprawność fizyczna. W lesie, czy na łące, dzieci nie są ograniczone ścianami i wieloma zakazami – pozwalamy im więcej. Mogą biegać do woli bez obawy, że coś zrzucą, czy potłuką. Nie znają otoczenia, poznają je biegając od atrakcji, do atrakcji robiąc niezliczone przysiady, czołgając się, ćwiczą równowagę na nierównym podłożu i koordynację chwytając małe cuda, znalezione na ziemi. Chyba nie ma lepszego treningu 🙂
- Zwiększona wydolność organizmu. Ruch i zmiana temperatury otoczenia wymagają zmian w funkcjonowaniu układu krążenia: szybciej bijące serce pompuje krew z większym ciśnieniem, naczynia krwionośne kurczą się i rozszerzają pod wpływem zmieniającej się temperatury. Cały układ krwionośny trenuje. Zwiększona wentylacja płuc, kiedy dziecko ma zadyszkę pomaga rozwijać się układowi oddechowemu – to ważne, gdyż pęcherzyki płucne rozwijają się do ósmego roku życia!
- Zwiększona odporność. W środowisku odmiennym niż w domu, dzieci mają kontakt z wieloma drobnoustrojami, które pobudzają do działania układ odpornościowy. Dodając do tego lepszą wydolność…
- Stymulacja wszystkich zmysłów, bez przebodźcowania. Las, łąka, pola, miejsca nad wodą są pełne bodźców – tych nienachalnych, niekrzykliwych i subtelnych. Trzeba się przyjrzeć, przysłuchać, wyciągnąć rękę, by dotknąć. Zupełnie inaczej niż głośne reklamy, migające obrazy w telewizji, przekolorowane bajki, sztuczne światło ekranów. Tutaj widzimy, słyszymy, czujemy tyle, ile jesteśmy w stanie wyłapać.
- Spokój i lepszy nastrój. W dziecięcym świecie również występuje stres. Dzieci mają swoje problemy i frustracje. Pobyt na łonie natury pozwala im się zrelaksować i wyciszyć. Unikną nudy. Maluszek się dotleni, a po powrocie najpewniej zdrowo się wyśpi.
- Ćwiczenie spostrzegawczości. Ciężko dostrzec ptaka wśród gałęzi, zająca w kotlinie, czy sarnę wśród krzewów. Ciężko znaleźć, maskujące się owady. Nadążyć wzrokiem za odlatującym motylem, czy uciekającą jaszczurką. Wychwycić nowy dźwięk, wśród wielu innych. To są umiejętności które trzeba trenować. Wycieczki poza miasto to wspaniała okazja!
- Poznawanie rzeczywistości i przyswajanie nowych pojęć. Środowisko naturalne jest pod każdym względem rzeczywiste. Dzieci uczą się na własnej skórze praw fizyki, stykają się z chemią (choćby pod postacią zapachów, czy zetknięcia z pokrzywą), poznają inne żywe organizmy. Wszystkiego mogą doświadczyć i poznać za pomocą swoich zmysłów. Inaczej niż w przypadku książek i telewizji. Bardziej różnorodnie, niż w domach. Przyroda jest też pełna nowości, a każdą z tych nowości można nazwać. Tu potrzebny jest mądry rodzic – żeby nazywać i tłumaczyć pojęcia.
- Rozwijanie umiejętności wnioskowania. Poruszając się w innej, nowej rzeczywistości dzieci mają doskonałą okazję, aby testować. Sprawdzać, interpretować, wyciągać wnioski. Np. tam na ziemi się coś błyszczy i mieni, to znaczy, że tam jest woda! Ostatnio kiedy wszedłem w błoto, to upadłem, teraz je ominę (najczęściej odwrotnie: w błocie się świetnie bawi J ) i tak dalej. Wszystko naucza!
- Rozwijanie zainteresowań. Małe dzieci wykazują duży entuzjazm i szerokie zainteresowanie wszystkim, co je otacza. Im więcej zainteresowania światem podtrzymamy i ugruntujemy, tym bardziej wszechstronnie będą się rozwijać. Będzie im łatwiej w szkole. Będą chciały i umiały zdobywać wiedzę w wielu dziedzinach. Najgorsze, co można zrobić, to zabić tę ciekawość (choćby komentarzami typu „Aaa nie pamiętam, po co mi to?”, „Na co ci to w życiu przydatne”, „Czas marnujesz w tej szkole” w odpowiedzi na relacje dziecka ze szkoły i opowieści o tym, czego się dowiedziało). Być może w przyszłości ukierunkuje się właśnie na przyrodę? Być może dzięki wycieczkom i opowieściom o naturze zostanie naukowcem, leśnikiem, ogrodnikiem?
- Zwiększenie wrażliwości i kształtowanie postawy proekologicznej. Dziecko, które widzi, chce poznawać. Kiedy coś pozna, zaczyna lubić. Bez tej podstawy nie nauczymy młodych ludzi, że nie jesteśmy sami na tej planecie, że inne żywe organizmy też potrzebują miejsca. Aby dorosły człowiek szanował i chronił świat wokół siebie, musi jako dziecko nauczyć się dostrzegać jego piękno, musi wykiełkować sympatia… Podczas obcowania z przyrodą, podczas obserwacji, zabawy dzieci mają szansę wykształcić w sobie tę wrażliwość, pozwalającą zachwycić się widokiem i znieść z drogi ślimaka.

Bardzo napięty program tych wycieczek nam wyszedł 🙂 Dzieciom przydadzą się w tym wszystkim kochający przewodnicy – rodzice. Taka przystań, do której można zwrócić się w chwili strachu i bólu, przybiec zadać pytanie lub pokazać coś ciekawego, czy pięknego, znalezionego przed chwilą. Nie szczędźmy dzieciom tych chwil i dzielmy z nimi zachwyt. Dłużej będziemy młodzi 😉
Do zobaczenia w dzikich ostępach 🙂
Patrycja
Więcej:
- Louv, R.; Ostatnie dziecko lasu; Warszawa 2014
- Marek L. 2008; Zielona szkoła formą nauki poprzez bezpośredni kontakt z przyrodą; Physical culture, physical education of different age group population; 2/2008
- Parczewska T. 2017; W STRONĘ PRZYRODY: O NORWESKICH PRAKTYKACH EDUKACJI NA ZEWNĄTRZ; Zeszyty Naukowe Wyższej Szkoły Humanitas. Pedagogika; 15 s.181-192