Coraz częściej widzę dzieci, jako braci burz i siostry fal… Z wody i popiołu. Żywioł, despotyczni odkrywcy. Nie bawią się – pracują. Z wysiłkiem i zachwycającym zapałem poznają świat, którego stanowią część. Niczym są dla Świata, pyłem, jak pisał Korczak, kroplą, ale i wszystko jest w tej kropli! A ta kropla, tyle znaczy dla nas…
Niech żyją, niech próbują, niech upadają, aby nauczyć się podnosić.
Jestem uprzywilejowana, że mogę obserwować ten wzrost, ten błysk poznania w oczach, rozszerzanie źrenic z podekscytowania. Że mogę być bazą, bezpiecznym miejscem, do którego mogą wrócić moje dzieci, gdy przestraszą się kasku do jazdy rowerem lub podrapie je kot. Być ziemią, z której wyrastają, coraz większe i silniejsze, coraz wyżej sięgające. Kocham je, jak te kwiaty śliw, kwitnące klony i kapturkę w dereniach. Wszyscy tym samym, wszyscy jednością.
Wśród milionów ludzi urodziłaś jeszcze jedno – co? – źdźbło, pyłek – nic.
Janusz Korczak „Jak kochać dziecko w rodzinie”
Takie to kruche, że je zabić może bakteria, która tysiąc razy powiększona jest dopiero punktem w polu widzenia…
Ale to nic jest bratem z krwi i kości fali morskiej, wichru, błyskawicy, Słońca, Drogi Mlecznej. Ten pyłek jest bratem kłosu, trawy, dębu, palmy – pisklęcia, lwiątka, źrebaka, szczenięcia.
Jest w nim, co czuje, bada – cierpi, pragnie, raduje się, kocha,
ufa, nienawidzi – wierzy, wątpi, przygarnia i odtrąca.
Ten pyłek ogarnie myślą wszystko: gwiazdy i oceany, góry i przepaście. A czym jest treść duszy, jeśli nie wszechświatem, jeno bez wymiarów?
Oto sprzeczność w istocie człowieczej, powstałej z prochu, w której Bóg zamieszkał.
Powiadasz: „Moje dziecko”.
Janusz Korczak „Jak kochać dziecko w rodzinie”
Nie, to dziecko wspólne, matki i ojca, dziadów i prapradziadów.
Czyjeś odległe ja, które spało w szeregu przodków, głos spróchniałej, dawno zapomnianej trumny, nagle przemawia w twym dziecku.
Patrycja