Książki „porodowe”

Książki „porodowe”

W tym artykule polecę kilka książek, które pozwoliły mi psychicznie przygotować się do porodu oraz wspomnę, o tych dla których niestety nie znalazłam czasu. Te cztery pozycje, pozwoliły mi zwrócić się ku dziecku, zaakceptować możliwe przebiegi porodu, oswoić strach i podjąć decyzję o tym, jak ja będę rodziła. Kolejność ich wymienienia nie jest przypadkowa. 🙂

Poród często uchodzi za coś „strasznego”, a większość kobiet się go obawia. Po pierwszym podsumowałabym to słowami „i słusznie”, a po drugim wiem, że nie trzeba się bać i z pewnością nie powinno to być normą. Niewątpliwie wydarzenie to jest pewną inicjacją – zostajemy rodzicami, my również rodzimy się w nowej roli. W pewnym sensie dorosłość „zaczyna się na poważnie”. Obowiązki zaczynają stanowić główną część życia i są jego osią – nie wyjedziemy tak łatwo, nie zmienimy pracy ot tak i tak dalej. Pamiętajmy jednak, że to nie tylko nasz rytuał przejścia. W tym wydarzeniu bierze udział kolejna osoba, taka mała i krucha, która jeszcze nie umie samodzielnie oddychać a już musi przebyć bardzo trudną drogę…

Książka, która skłania  do spojrzenia na to wydarzenie ze strony dziecka, to „Narodziny bez przemocy” francuskiego położnika Frédéricka Leboyera. To nie brzmi dobrze, ale raczej większość uwagi skupia się na matce, sama matka skupia się na swoim bólu, a dziecko ma tylko wyjść z tego cało i zdrowo. Treść przedstawia poród z punktu widzenia Nowonarodzonego. Pobudza do empatii. Zwraca naszą uwagę, że może nie powinno się twierdzić „to moje dziecko”, ale „jestem jego matką”, podkreślając jego podmiotowość, przyszłą i już teraz rozwijającą się samodzielność. Podpowiada także matce jak powinna podchodzić do małej istotki, jak ją dotykać. Porównuje mamę i dziecko do pary zakochanych, nakłania, aby podczas rodzenia przygotować otoczenie, jak na spotkanie dwojga bliskich sobie osób – bez rażącego światła, hałasów, zimnych przyrządów i niepotrzebnego strachu. Książkę po raz pierwszy ukazała się w 1977, a polskie tłumaczenie zostało wydane w 2012 roku. Sama czytałam kilka lat temu (oraz jakiś tydzień temu, zanim sprzedałam) i żałowałam, że nie sięgnęłam po nią raz jeszcze przed swoimi porodami. Choć i tak wiele przesłań zostaje z nami na dłużej.

Frédérick Leboyer:

Trzeba przemawiać do tego dziecka jego językiem.
Trzeba przemawiać tym uniwersalnym językiem, który jest w użyciu wszędzie, który nie potrzebuje słów, który jest zrozumiały w każdym wieku i który nazywa się:
miłość.
Mówić o miłości… noworodkowi!
Oczywiście.
Trzeba przemawiać doń tak, jak przemawiają do siebie zakochani.
A cóż mówią sobie zakochani?
Nie mówią, dotykają się.
Gaszą światło. […]
W odzyskanym mroku, w ciszy, dotykają się leciutko, mówią do siebie.
Obejmują się ramionami, tworząc na nowo drogie stare więzienie, które chroni przed światem.
Mówią ich dłonie,
rozumieją się ich ciała.
Tak, tak właśnie należy przemawiać do noworodka […]

Drugą pozycją, jaką mogę polecić to książka Marianny Szymarek pt. „Radość Rodzenia. Rozmowy o ciąży i porodzie”. W książce zawarte są opisy różnych porodów, różnych kobiet. To, co istotne, a o czym możemy się przekonać czytając, to, to, że KAŻDY poród może być satysfakcjonujący. Nie tylko ten naturalny, bez znieczulenia, czy w wodzie. Czerpać radość z dawania życia można także podczas cesarki! Tak jak musimy się przygotować na poziomie merytorycznym do różnych możliwych przebiegów porodu, tak i psychicznie musimy być przygotowane, że poród nie musi przebiegać tak, jak sobie wymarzyłyśmy. W tym pomoże ta książka. Całkiem przypadkiem znalazłam w niej opis porodu położnej, która kilka miesięcy później witała na świecie mojego drugiego syna. 😉

Decydując się na poród domowy musiałam nazbierać dużo pozytywnej energii z historii innych kobiet. Tutaj pomogły mi dwie książki: „Urodzić razem i naturalnie” położnej Ireny Chołuj oraz „Domowe Narodziny. Fanaberia Szaleńców czy Powrót do Normalności?” pod red. Ewy Janiuk i Emilii Lichtenberg-Kokoszka. Te książki pozwoliły mi upewnić się w podjętej decyzji. Pozwalają też sprowadzić poród w pewnym sensie do „normalności” – bo mimo, że to doniosłe wydarzenie, to jest ono powtarzającym się od tysięcy lat procesem fizjologicznym, w pewnym sensie całkiem… zwyczajnym. W książkach można przeczytać ile rzeczy można robić, rodząc. Kobiety gotują, robią zakupy, odbierają dzieci z przedszkoli, sama odwiedziłam sąsiadkę, dostarczając warzywa. Czasem nie wiem, skąd nagromadziło się w nas tyle strachu… Dzięki tym książkom, nieważne gdzie się będzie rodziło, można się tego strachu wyzbyć albo go oswoić. Podejść do tego normalnie, z radością.

Lista:

  • „Narodziny bez przemocy” Frédérick Leboyer
  • „Radość Rodzenia. Rozmowy o ciąży i porodzie” Marianna Szymarek
  • „Urodzić razem i naturalnie” Irena Chołuj
  • „Domowe Narodziny. Fanaberia Szaleńców czy Powrót do Normalności?” pod red. Ewy Janiuk i Emilii Lichtenberg-Kokoszka

Niestety nie zdążyłam przeczytać paru książek m in. bardziej merytorycznej książki pod redakcją pań Emilii Lichtenberg-Kokoszka i Ewy Janiuk „Ciąża i narodziny fundamentem przyszłości dziecka” oraz dwóch szeroko polecanych książek Iny May Gaskin „Duchowe położnictwo” i „Poród Naturalny”. Mam nadzieję, że kiedyś będę miała czas do nich jeszcze zajrzeć! 🙂

Jakie książki pomogły Wam i co pozwoliły osiągnąć? Czy przeczytaliście te, których ja nie zdążyłam?

Patrycja

Zdjęcie wyróżniające: Photo by freestocks on Unsplash

Leave a reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.