Matka ma być wystarczająco dobra, nigdy idealna!

Matka ma być wystarczająco dobra, nigdy idealna!

Wystarczająco dobra matka, to pojęcie funkcjonujące w psychologii, wprowadzone przez Donalda Winnicotta – pediatrę i psychoanalityka. Oznacza taką mamę „w sam raz”. Dążenie do bycia idealną matką jest bardzo niezdrowe – tak dla matki (bo do ideału nigdy dotrze = nie istnieją), jak i dziecka: zawsze obecna, zbyt naskakująca, nadgorliwa matka może zaburzyć proces kształtowania się osobowości młodego człowieka.

Wystarczająco dobra matka, to taka, która jest na każde wezwanie niemowlęcia. Reaguje na jego potrzeby i ZACHOWANIA PRZYWIĄZANIOWE. Reaguje na każdy płacz, zaspokaja potrzeby fizjologiczne, psychiczne, emocjonalne, odzwierciedla emocje trudne dla malucha, nazywa jego smutek i złość. To dostrojenie matki do dziecka jest kluczowe w pierwszym etapie życia. Matka taka powinna radzić sobie z emocjami zarówno swoimi, jak i dziecka (i tego nauczyć je w przyszłości). Nie powinna natomiast narzucać się, kiedy dziecko zajmuje się sobą i matczynej uwagi nie potrzebuje.

Z dalszym rozwojem wystarczająco dobra matka daje dziecku coraz więcej przestrzeni, pozwala się usamodzielnić.

Przestrzeni powinno być CORAZ WIĘCEJ. Dziecko przez pierwsze miesiące życia nie widzi różnicy między sobą a matką – nie wie, że to dwie odrębne jednostki. Następnie – właśnie poprzez drobne frustracje, orientuje się, że mama nie jest nim samym – bo nie przychodzi od razu, bo nie karmi w tym samym momencie, kiedy niemowlę poczuje głód i tak dalej. Paru letnie dziecko radzi sobie z tymi frustracjami poprzez obiekty przejściowe (również termin wprowadzony przez Winnicotta) np. ulubionego misia.

Zachowania przywiązaniowe dziecka wyewoluowały w dawnych czasach. U niemowląt tym zachowaniem jest na przykład płacz – jedyna metoda komunikacji malucha. Sygnalizuje on jakieś zagrożenie, dyskomfort, potrzebę pomocy. W prehistorycznych gromadach od jego uciszenia zależało to, czy grupa zostanie znaleziona przez drapieżniki.

Photo by Arwan Sutanto on Unsplash

Innym zachowaniem przywiązaniowym jest uśmiech! Niesie on inny komunikat – nie odchodź, dobrze mi z Tobą. Nasze reakcje na te zachowania są intuicyjne, instynktowne. Płacz budzi ogromny dyskomfort, a uśmiech odruchowo odwzajemniamy, jest nam dobrze, gdy dziecko się uśmiecha. U starszych dzieci, takich potrafiących się przemieszczać, występuje zachowanie zwane „podążanie za rodzicem” – kto ma małe dzieci kojarzy pewnie sekwencję zdarzeń:

Idziesz do toalety, zamykasz drzwi, dziecko krzyczy, spieszysz się, wychodzisz, zauważa Cię, uspokaja się. Magia jakaś!

Powiązane z zachowaniami przywiązaniowymizachowania ekploracyjne. Te dwa systemy wzajemnie się regulują. Małe dziecko jest ciekawskie, zagląda wszędzie, wszystkiego dotyka, poznaje okolice dopóki potrzeba bezpieczeństwa nie wymaga zaspokojenia. Gdy tylko coś jest nie tak, dziecko biegnie do rodzica, szukając ukojenia dla swoich emocji. To widzę często: po upadkach, po nagłych hałasach, po zbiciu naczynia, po pierwszym polizaniu w buzię przez psa… My mamy być tylko dostępni. 🙂

System przywiązaniowy i eksploracyjny współistnieją z behawioralnymi np. strachu i afiliacji. Strach włącza zachowania przywiązaniowe, a wyłącza dzałające wspólnie systemy afiliacyjny i eksproracyjny. Przestraszone dziecko płacze, a wówczas nie odkrywa, nie poznaje i nie uspołecznia się, nie nawiązuje współpracy z rówieśnikami. Płacz trzeba ukoić, aby dać dziecku możliwość rozwoju.

Tym samym od nas, rodziców, zależy styl więzi, jaki dziecko wytworzy. Wyróżniamy styl bezpieczny i style pozabezpieczne (lękowy, ambiwalentny – rodzic raz był, raz nie, itd.) Dziecko, które ufało rodzicom, wiedziało, że zawsze będą, że pomogą, wytwarza bezpieczny styl więzi – ma dobrze wykształcone poczucie własnej wartości, nie boi się ufać. To rzutuje na przyszłe związki, relacje z otoczeniem, bycie rodzicem (według nielicznych istniejących badań może to wpływać nawet na to, że będzie się żałowało podjętej decyzji o zostaniu rodzicem). Reagując lub nie na sygnały naszych małych podopiecznych, pośrednio kształtujemy ich życie i przyszłe rodziny. Niesamowite.

Więcej w wykładzie z psychologii: https://www.youtube.com/watch?v=DtA8h7p-jmU.

W świetle obecnej wiedzy o roli bliskości rodzica w życiu i rozwoju niemowlęcia, nasuwa mi się parę wniosków:

  1. Spanie z dzieckiem w jednym łóżku (jeśli ono tego potrzebuje) jest genialnym rozwiązaniem – zaspokaja potrzeby szkraba, który śpi spokojniej i rzadziej się budzi, jeśli karmi się piersią to po tygodniu jedną ręką, półśpiąc przekłada się Dzidziusia od jednej piersi do drugiej i WSTAWAĆ NIE TRZEBA! Często to jedyny sposób, żeby się wyspać.
  2. Metoda Ferbera i „wypłakiwanie się” jest złe. Sadystyczne, szkodliwe, stresujące, niezdrowe, po prostu złe. Możecie poczytać o tym tutaj: https://www.psychologytoday.com/intl/blog/moral-landscapes/201112/dangers-crying-it-out lub tutaj https://www.blogojciec.pl/dzieci/zasypianie-ze-lzami-woczach/ (Cenię blog i profil na FB, zwłaszcza za memy 😀 ). A streszczając: dziecko nie manipuluje, nie umie tego robić (bodajże nie ma wykształconego jeszcze układu nagrody w mózgu) i nie da się go „rozpieścić” przytulaniem. Długotrwały płacz niszczy sieci neuronowe. Dziecko takie dostaje komunikat: Nie jesteś ważny, twoje potrzeby nikogo nie obchodzą, a świat jest niebezpieczny i wrogi. Ile znacie dorosłych nieufających światu i ludziom? Może byli tak usypiani?
  3. Do łazienki dobrze jest chodzić w pakiecie. U mnie, przez drażliwe miesiące, w łazience stał konik bujany i robiłam „akuku” zza zasłonki od prysznica. Spokój i szczęście gwarantowane!
  4. Chustonoszenie jest cudowne dla dziecka, bo ma jak w brzuszku i PRAKTYCZNE dla matki. W przypadku młodszego jeszcze ani razu nie użyłam wózka z gondolą i nie zamierzam. 😀
  5. Przytulajmy, póki tego chcą i potrzebują, później będą miały inne rzeczy do robienia. 😛
Photo by Jonathan Borba on Unsplash

Przy tej okazji, prócz powyższych odnośników, polecam:

Kanał na YT: Strefa Psyche Uniwersytetu SWPS https://www.youtube.com/c/SWPSpl/about popularyzujący psychologię. Słucham często przy pracach domowych.

Książkę: „Żyć w rodzinie i przetrwać” John Cleese i Robin Skynner. Podoba mi się tytuł. Pozycja luźniejsza, z treścią w formie dialogu między komikiem a psychoterapeutą, poruszającą temat rozwoju osobowości na tle rodziny i pod jej wpływem. Opisuje większość zagadnień poruszanych przeze mnie w powyższym tekście.

Patrycja

PS To nie jest tak, że psychologia stała się moim hobby. Po prostu poszerzam wiedzę z tej dziedziny, jaka przydaje mi się na obecnym etapie życia. Bo człowiek uczy się ciągle! 🙂 🙂

Leave a reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.