„Nie ma dzieci, są ludzie”

„Nie ma dzieci, są ludzie”

Przeczytałam ostatnio „Prawo dziecka do szacunku” Janusza Korczaka. To pierwsza z publikacji Starego Doktora, po jaką sięgnęłam. Bardzo podoba mi się język polski z tamtego okresu, sprzed niemal stu lat. To będzie takie trochę streszczenie, z dużą ilością cytatów. Każda strona tego dzieła zawiera tyle treści, że chciałoby się całość przepisać! Po przeczytaniu tej publikacji postanowiłam poszukać paru informacji dotyczących biografii tego człowieka. O Korczaku słyszałam nie raz: jako o pedagogu, ofierze hitlerowców, bohaterze, który z dziećmi „poszedł do gazu”. Naprawdę nazywał się Henryk Goldszmit i był Żydem. Jako Żyd znalazł się w obozie koncentracyjnym i jako Żyd stał się jedną z ofiar Holokaustu. Propozycje ucieczki odrzucił (pamiętam inspirowaną tym faktem scenę w filmie „Azyl” z 2017, podobno jego wątek pojawił się też w powieści „Pianista”, ale jeszcze nie czytałam). Był działaczem społecznym, pisarzem, pedagogiem, lekarzem.

Henryk Goldszmit 1930 https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Janusz_Korczak.PNG https://collections.ushmm.org/search/catalog/pa1037895

W publikacji Doktor pisze „młode budzi niepokój…”, nie wiadomo, co z młodego wyrośnie, ile wysiłku będzie nas to kosztowało. Dowodzi, że w pewien sposób lekceważymy dzieci, traktując je jak przyszłych obywateli, jako przyszłych dorosłych, całkowicie zależnych od nas, które nic nie posiadają, nie wiedzą, nie umieją. Wszystko my: żywimy, karmimy, wychowujemy, więc niech wykonują nasze rozkazy. Tymczasem dziecko ma przeszłość i przyszłość, pamięta i rozmyśla o otaczającym świecie, jak dorosły może ufać, wątpić i popełniać błędy. Jest człowiekiem już teraz, w pełni wartościowym. Choć mniej wie i umie…

Dajemy sobie prawo do pełnej kontroli i wszelkiej krytyki, mówimy kiedy są głodne, kiedy mają spać, kiedy odpoczywać. Jakby same nie wiedziały, ile potrzebują zjeść. Ten pierwszy rozdział Korczak podsumowuje tak: „Lekceważenie i nieufność, i podejrzenia, i oskarżenie. Bolesna analogia: więc awanturnik, pijany, zbuntowany, obłąkany. Jakże razem pod jednym dachem?”

Kolejno autor wytyka nam niechęć, jaką żywimy do dzieci. Niby kochamy, a nie lubimy, przeszkadzają nam. „Wraz z kwaśnym zapachem pieluch i przenikliwym krzykiem noworodka zadźwięczał łańcuch niewoli małżeńskiej.” Dziecko wszędzie wejdzie, wszystko zepsuje, pobije, pognie, robi bałagan „wylane mleko i perfumy i honorarium doktora.” Honorarium doktora wylane. Tak. Dzieci kosztują: pieniądze, czas, energię. I od dzieci oczekujemy wiele, głównie wdzięczności. Tylko na jakiej podstawie? One się na ten świat nie prosiły, pewnie jeszcze nie raz pożałują, że się urodziły. To nasza, dorosłych, decyzja i odpowiedzialność, obowiązek by zapewnić im wszystko czego potrzebują. Kiedy zrobimy to dobrze, one odwdzięczą się własnym dzieciom.

Część publikacji poświęcona jest pracy wychowawcy. Słusznie Doktor zauważa, że to trudne, że wychowawca słabszy jest od wychowanków:

„Gromada, banda, zgraja – nie dzieci. Zżyłeś się z myślą, żeś silny, nagle czujesz się mały i słaby.” „Oto pochyła upadku wychowawcy: lekceważy, nie ufa, podejrzewa, śledzi, przyłapuje, karci, oskarża i karze, szuka dogodnych sposobów, by zapobiec, coraz częściej zabrania i bezwzględniej zmusza, nie widzi wysiłku dziecka, by zapisać starannie kartkę papieru lub godzinę życia, stwierdza oschle, że źle. Rzadki błękit przebaczeń, częsty szkarłat gniewu i oburzeń.”

Photo by NeONBRAND on Unsplash

W zamian kontroli i nakazów Korczak proponuje współpracę i porozumienie. Na podstawie swoich wieloletnich doświadczeń stwierdza, że dzieci zasługują na szacunek i życzliwość, że dobrze z nimi przeżywać pierwsze wysiłki, zdziwienia, zachwyt i radość. Pisze, że długo się zastanawiał dlaczego dorośli są stateczniejsi, dlaczego czasami najlepsze metody zawiodą, a dzieci i tak coś szalonego, zakazanego zrobią, a oto jeden z powodów które wymienia:

„Przyszło najsłoneczniejsze, oby nie ostatnie wyjaśnienie. Dziecko tak upić się może tlenem powietrza, jak dorosły wódką. Podniecenie, zahamowanie ośrodków kontroli, hazard, zaćmienie; jako reakcja – zażenowanie, zgaga, uczucie niesmaku i winy. Obserwacja moja jest ścisła – kliniczna. Najczcigodniejszy może mieć słabą głowę. Nie karcić: to jasne pijaństwo dzieci budzi wzruszenie i cześć, nie oddala i różni, a zbliża i sprzymierza.”

Photo by Ekaterina Kartushina on Unsplash

Janusz Korczak wytyka dorosłym wiele błędów:

 „Gramy z dziećmi fałszowanymi kartami, słabostki wieku dziecięcego bijemy tuzami dorosłych zalet. Szulerzy, tak tasujemy karty, by ich najgorszym przeciwstawić, co wśród nas dobre i cenne. Gdzie nasi niedbalcy i lekkomyślni, łakomi smakosze, głupcy, lenie, hultaje, awanturnicy, niesumienni, oszuści, pijacy, złodzieje, gdzie nasze gwałty i zbrodnie głośne i zatajone; ile niesnasek, podstępu, zazdrości, obmów i szantaży, słów, które kaleczą, czynów, co hańbią; ile cichych tragedii rodzinnych, w których cierpią dzieci, pierwsze męczeńskie ofiary. My ośmielamy się winić i oskarżać?! A przecież dorosła społeczność starannie przesiana, przefiltrowana. Ile wsiąkło w mogiłę, kryminał i dom obłąkanych, spłynęło w kanały mętów i szumowin”.

Komentuje nasze pieszczoty „ofiarowywane” dziecku: Pocałuj, to ci dam. Egoizm, nie życzliwość. „Przystrojeni w purpurę lat, jakże często narzucamy bezmyślne, bezkrytyczne, niewykonalne przepisy. Zdumione staje niekiedy rozumne dziecko wobec napastliwej, leciwej, urągliwej głupoty.” – sama pamiętam niejedno zdziwienie podczas słuchania instrukcji dorosłych znających najlepsze sposoby na wszystko, a przecież innych, nie gorszych, sposobów było mnóstwo!

Stary doktor postuluje:

Szacunku dla jego niewiedzy – porównuje dzieci do obcokrajowców, nieznających języka, one potrzebują przewodnika. Szacunku dla pracy poznania. – „Jakże opłakanie ubogie byłyby wiadomości dziecka, gdyby ich nie czerpało od rówieśników, nie podsłuchiwało, nie wykradało ze słów i rozmów dojrzałych.” Rozmawiajmy, tłumaczmy, niech nie musi dowiadywać się po kątach, bo boi się spytać rodziców.

Szacunku dla niepowodzeń i łez. – „Nie tylko podarta pończocha, ale zadrapane kolano, nie tylko stłuczona szklanka, ale skaleczony palec i siniak, i guz, więc ból. […]– Gdy tatuś wyleje herbatę, mamusia mówi: „Nie szkodzi”, na mnie zawsze się gniewa.”

Szacunku dla własności dziecka i jego budżetu. – „Dziecko dzieli boleśnie troski materialne rodziny, odczuwa braki, porównywa własne ubóstwo z dostatkiem kolegi, dolegają mu gorzkie grosze, o które zuboża. Nie chce być ciężarem.” Nie przerzucajmy na dzieci problemów finansowych, niech nie dojrzewają w poczuciu winy.

Szacunku dla tajemnic i wahań ciężkiej pracy wzrostu. – „Rośnie. Mocniej żyje, oddech szybszy, tętno żywsze, buduje siebie – coraz go więcej, głębiej wrasta w życie. Rośnie we dnie i w nocy, gdy śpi i czuwa, gdy wesołe i smutne, gdy broi, gdy stoi przed tobą skruszone. Są wiosny zdwojonej pracy rozwoju i jesienie zacisza. Raz kościec narasta, serce nie nadąża, to brak, to nadmiar, inny chemizm zanikających i budzonych gruczołów, inny niepokój i niespodzianka.”

Photo by Xavier Mouton Photographie on Unsplash

Szacunku dla bieżącej godziny, dla dnia dzisiejszego. – Szacunku dla każdej z osobna chwili, bo umrze i nigdy się nie powtórzy, a zawsze na serio, skaleczona krwawić będzie, zamordowana płoszyć upiorem złych wspomnień. Pozwólmy ochoczo pić radość poranka i ufać. Dziecko tak właśnie chce. Nie żal mu czasu na bajkę, rozmowę z psem, chwytanie piłki, dokładne obejrzenie obrazka, przerysowanie litery, a wszystko życzliwie. Ono właśnie ma słuszność. […] Rok – tylko próba zrozumienia wieczności na powszedni użytek. Gdy bawię się czy rozmawiam z dzieckiem – splotły się dwie równie dojrzałe chwile mojego i jego życia, gdy jestem z gromadą dzieci, na mgnienie witam i żegnam zawsze jedno spojrzeniem i uśmiechem. Gdy gniewam się, znów razem – tylko moja zła, mściwa chwila gwałci i zatruwa jego dojrzałą, ważną chwilę życia. Zrzekać się dla jutra? Jakie zwiastuje ponęty? Rysujemy przesadnie ciemnymi barwami. Sprawdza się przepowiednia: wali się dach, bo zlekceważono fundament budowli.”

„Żądajmy szacunku dla jasnych oczu, gładkich skroni, młodego wysiłku i ufności. Czym bardziej czcigodne przygasłe spojrzenie, sfałdowane czoło, szorstka siwizna, pochylona rezygnacja? I wschód, i zachód słońca. Zarówno modlitwa poranna i wieczorna. I wdech, i wydech, i skurcz, i rozkurcz serca.”

Photo by Ekaterina Shakharova on Unsplash

Wiele więcej treści uderza w dorosłych i jest bardzo trafnym przytykiem. To nam zarzuca Korczak, że jesteśmy uparci, kapryśni, grymasimy i zaczepiamy, przyczepiając się do byle czego. Winimy dzieci za wszystko, co jest dla nas niewygodne, burzy spokój, stwarza niebezpieczeństwo dla przyzwyczajeń i ambicji. Niby jesteśmy dorośli, a nie potrafimy ustąpić, zachować się taktownie, chodzić na kompromisy.

Może czas na autorefleksję i rachunek własnych sumień? Może czas na docenienie starań, zobaczenie wysiłku, bystrego błysku w oczach? Może już dość pamiętania złego, przykładania tak dużej wagi do pojedynczych błędów. Może czas na naukę wzajemną? Może dzieci pozwolą nam zaczerpnąć z życia jeszcze jedną garść zachwytu i radości?

Dla zainteresowanych:

Patrycja

PS Urzekł mnie fragment o przyrodzie i dzieciach:

„Łupimy góry, wycinamy drzewa, tępimy zwierzęta. Coraz liczniejsze osiedla, gdzie dawniej knieje i moczary. Zasadzamy człowieka na raz w raz nowych terenach. […} Jasny demokratyzm dziecka nie zna hierarchii. Do czasu boli je pot wyrobnika i głodny rówieśnik, niedola dręczonego konia, zarzynanej kury. Bliski mu pies i ptak, równy motyl i kwiat, w kamyku i muszelce odnajduje brata. Niesolidarne w wyniosłej dumie dorobkiewicza, nie wie, że człowiek tylko ma duszę.”

Photo by Annie Spratt on Unsplash
Leave a reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.