Każde dziecko jest inne, tak jak każdy rodzic. Różne są też uwarunkowania rodzinne, społeczne, ekonomiczne oraz potrzeby poszczególnych osób 😉 A oto ta subiektywna lista zalet bycia rodzicem:
1. Rozwój. Kiedy zostałam rodzicem, okazało się, że wiele muszę przemyśleć. To, co i jak, robię teraz, będzie kształtowało tego młodego człowieka. Własne wady wydały mi się większe, bardziej ciążące – bo mogę przypadkiem posłać je w świat na barkach przyszłego dorosłego. Ponadto, nagle brak cierpliwości okazał się nie do przyjęcia. Perfekcjonizm i zaplanowanie wszystkiego niemożliwe. I jak tu żyć? Te dwie przyczyny były najlepszymi bodźcami do rozwoju, jakich w ciągu życia dane mi było doświadczyć. No i jeśli nie zacznę wprowadzać zmian teraz pod ich wpływem, to kiedy? Więc się pilnuje. Oddycham, zamiast się denerwować (przynajmniej coraz częściej się staram) i szukam w sobie przestrzeni – na swobodę, dowolność i luz.

2. Maksymalne wykorzystanie czasu. Co ja robiłam przez te wszystkie godziny po pracy, w czasie studiów, czy po szkole? Ile z tych godzin mogłam wykorzystać lepiej? Jak mogłam tyle lat nie uświadamiać sobie ogromnej wartości CZASU, który wtedy miałam? Mogłam czytać książki, uczyć się języków, podróżować, spędzać czas z przyjaciółmi. Szkoda, że nie wycisnęłam jeeeszcze troooszkę więcej z tej beztroski. Obecnie, wykorzystanie każdego kwadransa, który mogę na coś przeznaczyć, jest bardziej świadome i lepiej przemyślane! Zdecydowanie. Nie ma czasu, na zabijanie czasu, bo czas jest zbyt cenny!
3. Relacje. Rodzicielstwo daje szanse zbudowania trwałej, bogatej i wartościowej relacji na całe życie. Pozwala wykształcić w sobie cechy, rzutujące również na pozostałe nasze relacje, takie jak umiejętność słuchania, cierpliwość, opanowanie.

4. Emocje i uczucia. Po pierwsze miłość. Uczucie pomiędzy dzieckiem, a rodzicem, jest niepowtarzalne. Możemy wzrastać kochając i czuć się wspaniale, ze świadomością, że i my jesteśmy najmocniej na świecie… kochani, tak bezwarunkowo. Po drugie intensywność – każde uczucie jest silniejsze. Momenty szczęścia są pełniejsze, radość częstsza i naturalniejsza. Częściej można doświadczać wzruszeń. Niestety emocje o znaku ujemnym: smutek, bezsilność, złość czy strach również przybierają na sile.
5. Przytulanie. Nikt nie będzie tak często chciał i potrzebował przytulenia, jak dziecko. A przytulanie, to endorfiny! 🙂
6. Poranki radosne. Moim zdaniem, żaden uśmiech o poranku nie odczaruje wczesnego wstawania, jak uśmiech dziecka. Najpozytywniejszy budzik! (i nie trzeba pamiętać o nastawianiu 😉 )
7. Radość z małych rzeczy. Stoimy sobie na przejściu i przejeżdża malutka koparka na lawecie. Pan jeżdżący śmieciarką przybił piątkę. Przejechał traktor. Znaleźliśmy grzyba na trawniku. Udało się skoczyć „taki duuudżul hooop!” Powodów do radości jest wiele! Często są nieoczywistych. A patrząc na tą euforię… sami się zarażamy dobrym humorem.
8. Doceniasz każdą kawę i słyszysz ciszę. W tej nowej rzeczywistości każde 20 minut czasu wolnego jest… takim małym świętem. Co prawda ciężko się zdecydować, co wówczas zrobić: pranie, zmywanie, czy w końcu ciepła kawa? Szalone dylematy codzienności 🙂 Z doświadczenia wiem, że najlepiej zrobić niezbędne minimum (umyć butelki, zrobić miejsce na stole) i przerwę potraktować jako priorytet i CELEBROWAĆ. Spokój, ciszę, ciepło…
9. Nauka mówienia, najlepszy kabaret. Nietypowe odmiany, przekręcanie zwrotów, podmienianie liter… Zapamiętane lekcje: „Ne tata bam robala!” (przy strącaniu skorka z fotelika) „Ne mama tap gyba” (nie zauważyłam i nadepnęłam). Wspólne czytanie lokomotywy: Stoi na stacji…. LIMAKA, o jaka WILKA! Tylko podziwiać, czasem poprawiać i zapisywać na pamiątkę. 🙂
-Mama, lingongo! – krzyczy starszy, wskazując owoce.
–WINOGRONO – poprawiam z nadzieją na spontaniczną lekcję nowego, trudnego wyrazu.
–KULKI!!!!! – przechytrzył mnie. 🙂

10. Znowu możesz szukać pająków za szafą! To taki plus z mojej bajki. Lubię przypominać sobie to, co mnie ciekawiło i robić to z dziećmi (przy okazji dopieścić swoje wewnętrzne dziecko i znów cieszyć się z tamtych małych przygód). Tak więc można wziąć latarkę i policzyć pająki w domu, sprawdzić kto mieszka pod kamieniem, pozbierać ślimaki. Młodszy ostatnio przyniósł z ogródka pomrowa wielkiego trzymając go niczym hot-doga z Orlenu. Ze starszym odstawiliśmy pszczołę na kwiatek. Nazwał ją Maja, zainspirowany kreskówką. A dzisiaj rano, na małym mostku pomiędzy stawami, połączonymi rzeczką, rzucaliśmy patyki z jednej strony i czekaliśmy aż wypłyną z drugiej. Pamiętacie to napięcie? 😉
Co dla Was jest najlepsze w byciu rodzicem? Na co jeszcze powinnam zwrócić uwagę? Pozdrawiam, spomiędzy śpiących dzieci i kota (takie alternatywne wykorzystanie dwuosobowych łóżek, niż przyjęte za tradycyjne) 🙂
I oczywiście, każdy medal ma dwie strony.
Patrycja
Obrazek wyróżniający: Photo by Teodor Drobota on Unsplash