Na wstępie zaznaczę, że to moje, być może lekko wyolbrzymione i prześmiewcze przemyślenia. Każde dziecko jest inne, tak jak każdy rodzic. Różne są też uwarunkowania rodzinne, społeczne, ekonomiczne oraz potrzeby poszczególnych osób. 🙂 Oto ta subiektywna lista:
1. Ciąża jednak chorobą? Od tego się zaczyna, że ten stan nie zawsze przebiega gładko. Często jest wręcz wyboistą drogą pod górę (a na szczycie zauważasz, że to, co miałeś za niebo, jest jeszcze większą górą, której szczytu nie widać!) „Mdłości” to brzmi tak… lekko. Słysząc to słowo, nie wyobrażałam sobie serii wymiotów od wstania do południa, niemożności dotarcia na pociąg i wybiegania z zaliczenia przedmiotu, aby zdążyć znaleźć łazienkę. A już w ogóle nie wyobrażałam sobie, że będzie to trwało miesiącami. Czteromiesięczna grypa żołądkowa – straszne. Gdy minie, wcale nie musi być dużo lepiej, pojawia się zgaga, bóle podbrzusza, potem odzywają się plecy, tkanki łączne w miednicy, stawy żyją własnym życiem (bo relaksyna)… Cały czas krwawią dziąsła i do tego może pojawić się trądzik. Parathormon sprawia, że w drodze na pierwsze piętro dyszysz i przepuszczasz staruszków… Zapominasz po co szłaś, nim dojdziesz na miejsce. Czytasz rzeczy po trzy razy, nim zrozumiesz. Stan błogosławiony? Nie sądzę. Może szczęściar, oby jak najliczniejszych! 😉
2. Ciało… nadwyrężone? Ciąża i poród to ogromne wyzwanie dla organizmu, który jest zwyczajnie zmęczony. Po porodzie wiele dolegliwości odchodzi, jak ręką odjął. Niektóre zaś zostają z nami na dłużej. Po porodzie nadal można brykać się problemami dotyczącymi obniżenia narządów rodnych, hemoroidami, wypadaniem włosów, depresją. A do tego istotną rolę gra tu estetyka. Ideałów nie ma, wiadomo, ale przedtem zazwyczaj wyglądało się lepiej. Problemy z powrotem do swojej „docelowej wagi”, rozstępy, zupełnie inaczej wyglądające piersi to dość powszechne „pamiątki” po początku tego, nowego, trudnego etapu.

3. To niekoniecznie jest tak, że wracasz. Hobby w odstawkę. Wrócisz do siebie. Wrócisz do malowania. Tańczenia. Judo. Czegokolwiek. Akuku! Wcale niemówione. Bo zaczynasz żyć w innej rzeczywistości. Bo czasu mało, bo szkoda zasobów, energii, bo może za parę lat. A czas płynie, wszystko się kręci, tylko Ty wypadłaś „z obiegu”. Znajomi parę razy zadzwonią, ale po kilku odmowach przestaną w ogóle sprawdzać, czy może akurat masz czas… Nic nie jest pewne, ale na pewno warto zacięcie się starać o realizację własnego potencjału. (W szerszym zakresie niż kuchnia, jeśli tylko tego potrzebujesz.)
4. Umysł w nowej rzeczywistości… Baby blues i depresja to jedno. Mija, leczymy i o to jesteśmy w nowym świecie. Monotonnym. Nudnym i powtarzalnym. Gdzie efekt pracy widać króciutko po jej wykonaniu lub patrząc wstecz, z szerszej perspektywy. Czasem tym efektem po minionym miesiącu jest.. przetrwanie.
5. Fizjologia na każdym kroku. Ludzie w jakimś stopniu oddalili się od swojej fizjologii. Już sam poród przeraża, a to taki hartujący początek, bo potem fizjologia i wydzieliny ciała towarzyszą nam dzień w dzień. Najpierw ulewanie, przy rozszerzaniu diety wymioty podczas śniadania (oczywiście nie chcesz, żeby wylądowało to to na spodniach, więc łapiesz), kupka za kupką, nie każda trafia do pieluszki, a do tego choć raz pewnie wpadnie biegunka, katar za katarem, dantejskie sceny czyszczenia małego nosa, siku, chwila nieuwagi i siku na podłodze… Do tego te litry śliny! Niesamowite 😉 Dzień za dniem biegnie i tylko się modlić oby zagubiona skarpetka nie zatkała filtra w pralce!
6. Sen jednak ważny! Wyczerpanie i kryzys za rogiem. Człowiek niewyspany, to człowiek rozdrażniony, zmęczony, podatny na choroby. Pierwsze trzy miesiące – układy Nowonarodzonego jeszcze dojrzewają, chciałby strawić to mleko, ale nie może i krzyczy… To godzinę, to dwie, trzy, przez trzy miesiące. Zaśnie, za godzinę, dwie – karmienie. Nocne przewijanie. Po czasie przyzwyczajasz się do wstawania co dwie godziny. Nawet wiesz, która będzie jak spojrzysz na zegarek. Ocenianie godzin po odcieniach szarości. Kiedyś sprawdzałam jak najwcześniej przyłapię kosa z podwórka 😉 Regularność złapana… A tu… ząbek, gorączka, katarek, biegunka… regularność znika, znika nim się przyzwyczaisz i deficyt snu narasta. Zasypiasz przy czytaniu książeczek, z dzieckiem na kocyku… gdziekolwiek, byleby spać. Ludzie marzą o ciepłych krajach, Ty o ciemnym pokoju i ciszy. Bez presji. Dobrze wtedy sprawdzić stan uzębienia, całkiem możliwe, że po ciąży i karmieniu któryś ząb wymaga leczenia. Wówczas można się przespać na fotelu u stomatologa. Praktykuję i polecam.

7. Ze szczytu w rozpadlinę w jedną ciężką godzinę. Monotonna codzienność paradoksalnie, jest przepełniona zwrotami akcji. Z uniesienia i wzruszenia spadasz na dno jakiejś ciemnej dziury w kilkanaście minut. Tu wylane, tu kupa, do łazienki nie masz kiedy, wywróci się, krzyczy… Wzruszenie ulatuje, choć łzy mogą czasem przybrać na sile. ;p
8. Żegnajcie znajomi! Nie, nikt nie umiera i nie znika. Następuje jednak pewna (potrzebna) weryfikacja. Tak czy siak liczba osób w Twoim życiu poszerzyła się o dziecko, ale odeszły w niepamięć kontakty z osobami z klubów, siłowni, studiów i innych obszarów, na które przestałaś mieć czas. Z bliższymi znajomymi też bywa różnie, czasem po prostu za mocno rozjeżdżają się obszary zainteresowań. Czasem ktoś nie ma czasu, bo zakłada rodzinę, a czasem przestaje zależeć, więc i czas lepiej przeznaczyć cenną uwagę na coś innego… Jedno jest pewne, krąg znajomych staje się bardziej klarowny. Wiadomo, które znajomości warte są zachodu i tak cennego czasu, a które naturalną koleją rzeczy skazane są na zerwanie. Nigdy nie było tak dobrze wiadomo, na kogo można liczyć. 🙂
9. Ograniczone możliwości. Możliwości? Wiadomo, że założenie rodziny nakłada na nas bagaż obowiązków. Siłą rzeczy są one ograniczające, bo nie zrobisz tego, czego akurat potrzebujesz, nie będziesz spała tyle, żebyś była wyspana. Nie wyjedziesz ot tak. Nie zrobisz szybkich zakupów. Nie ugotujesz wybornego obiadu. Nie weźmiesz długiego, odprężającego prysznica, tylko szybko się ochlapiesz i tak z przerwami, podczas których słuchasz czy nie płacze. I jakimś cudem każde szczeknięcie psa i zabulgotanie w rurach brzmi jak… dziecko. Prawda jest taka, że zrobisz tyle, ile Ci Dzidzia pozwoli. Resztę trzeba odpuścić. „Po prostu.” Na szczęście, najczęściej dziecko ma jeszcze ojca, a i inne osoby chętnie zaproponują pomoc!
10. Logistyka na wyższym poziomie. Jak na weekend, to z połową apteki! Spacer wyprawą: smoczuś jest, mleko jest, czapka jest, buzia posmarowana, łazienka dla kota otwarta, Dzidzia przewinięta. Zakluczasz jedną ręką, Bobas dziwnie zwisa z drugiej ręki… Zwleczesz się w końcu z piętra, w kurtkach, z tobołami… Wkładasz do wózka i zaczyna krzyczeć. I ta mglista myśl: a chrupki kukurydziane/maseczka/chusteczki?! Oboje jesteście zgrzani, nie idziesz na górę. Za godzinę już wiesz, że trzeba było wracać! I tak z każdym wyjściem. Chwilami popadam w myślenie magiczne: jak nie wezmę Dentinoxu w kieszeń to na pewno będą go boleć zęby…
11. Dylemat za dylematem. Jaki lekarz? Jaki szpital? Jaki smoczek? Jaki wózek? Czym smarować? Nosić/nie nosić? W czym? Ile? Szczepić? Szczepić! Ale kiedy? Jakie pieluchy? To, tamto, nowe, czy używane? Który proszek, jaka butelka…. Dzień w dzień, a przecież każdy wybór ma znaczenie! I jak tu znaleźć kompromis między dobrem dziecka, ekologią, ekonomią i praktycznością? Hę? Kiedyś to mieli dobrze, była tylko tetra i przynajmniej się nie zastanawiali! I te dylematy prywatne: o, mam godzinkę – robić pranie? Obiad? Sprzątać? Iść spać? A może wypić coś ciepłego? Ech… Kawa z mikrofalówki: tylko rozpuszczalna, sypana nie smakuje. Na szczęście odgrzewana herbata smakuje podobnie. 😀
12. Każda matka Syzyfem? Czy to dyskryminacja? Dzień za dniem, efekty widoczne z perspektywy czasu, a tak…? To samo, to samo, to samo, codziennie, bo efekt znika. Mrówcza praca. Ciągle trwa dyskusja o dyskryminacji kobiet. Według mnie największą jest stwierdzenie „siedzi w domu z dzieckiem”, bo nie wiem która może pozwolić sobie na luksus siedzenia. (I to dziecko też niby siedzi? Coś powątpiewam.) Społeczne niedocenienie i nieświadomość trudu. Dobrze, że teraz układy są najczęściej partnerskie i ojcowie mogą się spełniać w swojej roli, uf…

13. Byle do…. O, już minęło! Względność czasu. Minuta za minutą się wlecze. Dzień zlewa się z dniem. A jak spojrzysz wstecz, to okazuje się, że już tak daleko zaszliście. Niesamowite. Mamy doceniać, że są malutcy, że się przytulają…. Bo to tak szybko mija… Taaaak. Chciałabym doceniać częściej, ale jak? Kiedy najczęściej pragnę snu i ciszy? A potem przychodzi chwila nostalgii: o, już raczkuje, o, już robi papa, o już chodzi, o już mówi… Wracasz do wspomnień… i nie pamiętasz tego trudu, tej wszechogarniającej senności… Choć wiesz, że było trudno, wspomnienia pozostają piękne. To prawdziwy plus. 🙂
Ktoś by coś dodał?
Plusy dodatnie też oczywiście SĄ! I to ogromne. A jakby chwilowy kryzys Was przygniatał to przypomnijcie sobie czułe słowa i dobre rady otoczenia: pomyślcie, że inni mają gorzej i że kiedyś nie było pampersów 😀 I już, po kryzysie! (przynajmniej według doradców). Oczywiście żartuję. Poprawianie sobie humoru tym, że inni mają gorzej i opieranie na tym swojego lepszego samopoczucia jest… polsko-zawistne? No bo jak reagować na tych co mają lepiej? 🙂

Każda burza mija. Trzymajcie się ciepło!
Patrycja
Obrazek wyróżniający: Photo by Marcin Jozwiak on Unsplash
[…] I oczywiście, każdy medal ma dwie strony. […]