Dzieci są z natury ciekawe. Chcą spędzać czas z dorosłymi i zajmować się zadaniami dla dorosłych. Jeśli tylko docenia się ich obecność i pomoc będą pomagać przy praniu, sprzątaniu, zmywaniu, czy w opiece nad roślinami. Może przydzielmy im grządkę albo niech dostaną własne doniczki, za które będą odpowiedzialne? Może ustalmy, którymi roślinami na stałe będą zajmować się nasze pociechy? Dobrze gdyby dzieci dostały pod opiekę swoje drzewko, krzew lub cały mały zagonek. Wiadomo, bez przypominania i pomocy się nie obejdzie, ale ileż taki maluch będzie mógł się nauczyć! Spędza czas z rodzicami, obserwuje naturalne procesy, dowiaduje się skąd bierze się jedzenie i uczy cierpliwości. Oto prace, w które bezpiecznie i komfortowo, można zaangażować nawet malutkie dzieci:
1. Sianie. Podczas wiosennych (i nie tylko wiosennych) zasiewów nawet niespełna dwuletnie dziecko może „pomagać”. Uczyć się i bawić przy „robiącym swoje” dorosłym. Być może, zamiast jednego podejścia do zadania, będziemy siać na parę razy, jednak myślę, że warto. Dobrze, żeby nasiona, które dziecko wysiewa były duże, szybko kiełkowały i wyrastało z nich coś, co dziecko lubi! U nas najlepiej sprawdza się groszek, (jedzony w każdym stadium dojrzewania), ale mogą to być rzodkiewki lub kwiaty w ulubionym kolorze…
Najprościej jest pokazać co i jak, a potem pozwolić dziecku zrobić dołek lub rowek, podać do rączki garść nasion i niech w skupieniu układa nasiona w rządku. Nie ma się co przejmować tym, że pewnie zrobi to za gęsto, nie trafi, a połowę zgubi. Każda posiana roślinka, to maleńki sukces.

Warto tutaj pamiętać, że to inwestycja w przyszłość – łatwiej nakłonić dzieci do jedzenia sałaty, którą same posiały. 🙂 A groszek jest przecież słodki, to takie zdrowe cukierki!
A dla wybitnych „rozrzucaczy nasion” zarezerwujmy wysianie poplonów! Garścią nasion w grządkę na pewno trafią. 😉 Jeśli poplony wysiewamy dość wcześnie można użyć facelii błękitnej – zostawiona aż do zakwitnięcia przysłuży się zapylaczom. Po pomidorach możemy wysiać gorczycę – dzięki związkom siarki odkaża glebę i utrudnia życie grzybom powodującym zarazę ziemniaczaną (innym też!). Przed żarłocznymi kapustnymi dobrze użyć, jako poplonu, roślin z rodziny motylkowatych, gdyż wzbogacają glebę w azot.

2. Podlewanie. WODA – najlepsza zabawka, więc wszystko co jej dotyczy (prócz mycia zębów i głowy :p ) stanowi frajdę. Wykorzystajmy plastikowe konewki z zestawów zabawek do piasku, butelki z dziubkiem lub udostępnijmy swoje najmniejsze konewki i niech maluchy pomagają. Najlepiej podlewać z asystą, kiedy jest ciepło lub pogodzić się z koniecznością przebrania dzieciaków w suche ubrania.
3. Ściółkowanie. Rozkładanie ściółki pod krzewami, bylinami, warzywami również jest dobrym pomysłem na spędzanie z dziećmi czasu w ogrodzie. Kiedy będziemy ściółkować truskawki i wytłumaczymy, że wówczas na owocach nie będzie piasku. Na pewno znajdą wiele zapału do tej czynności. Jako ściółki można użyć ściętej trawy, kompostu, słomy – pod truskawki i poziomki, liści pod drzewa i krzewy. Materiał rozkładamy pod roślinami, wokół nich lub na całych grządkach (np. kompost jesienią, po zebraniu plonów). Ściółka ogranicza parowanie wody oraz wzrost niepożądanych roślin, nawozi rośliny i zapewnia dobre warunki do życia organizmom glebowym. Tak, jak w lesie: gleba zawsze powinna być czymś przykryta (może prócz grządki z pomidorami, bo wówczas trzyma wilgoć we wierzchniej warstwie i zaraza może szaleć).



4. Sadzenie (nie pikowanie :p). Ta czynność ma w sobie coś niezwykłego – przynosi widoczny i trwały efekt! Często wymierny, w postaci smakołyków lub zupy na obiad. Przeprowadźmy dziecko po kolei przez proces sadzenia rośliny:

- Wykopmy z nim dołek, nalejmy wodę DO DOŁKA (to ważniejsze podlanie)
- Przygotujmy sadzonkę (rośliny z odkrytym systemem korzeniowym moczymy w wodzie, te z zakrytym wyjmujemy z doniczek i rozluźniamy bryłę korzeniową)
- Włóżmy roślinę do dołka, zwracając uwagę na głębokość zakopania rośliny. Wiele rozsad, zwłaszcza wybiegniętych (pomidory, papryki, pory, kapustne możemy posadzić głębiej i zakopać aż pod same liścienie, byliny z pąkami nad ziemią, czy rośliny zdrewniałe musimy posadzić tak, aby głębokość sadzenia była taka, sama jak w miejscu poprzednim. Drzewa i krzewy w tym miejscu mają szyję korzeniową: zgrubienie między korzeniem a pędem, które powinno znaleźć się na poziomie gruntu.
- Zakopujemy korzenie rośliny włożonej do dołka. Ziemię wokół dociskamy i możemy ponownie podlać sadzonkę.
Tutaj uwaga: dobrze jest wybrać odpowiednią roślinę do nauki sadzenia, czyli średnich rozmiarów, odporną i atrakcyjną. Polecam tu pomidory, truskawki lub na przykład… miętę wonną truskawkową. Pięknie pachnie owocami, a do tego jest niezwykle żywotna (jak to mięty) i przy okazji można pokazać młodzieży rozłogi.

5. Bielenie drzew. Ogrodowy strzał w dziesiątkę: po pojemniku i pędzlu, ja jedno drzewo, dwulatek drugie. Na raz nie pomalujemy wszystkich, ale atrakcja warta zachodu. Bielimy pnie drzew, czasem krzewów wapnem zmieszanym wodą (powinniśmy uzyskać konsystencję śmietany) lub specjalną farbą. Zadaniem bieli jest odbijanie promieni słonecznych. Zimą chroni to przed ranami zgorzelinowymi, powstającymi na skutek pobudzenia komórek korowych do aktywności przez słońce nagrzewające korę. Wybudzone komórki stają się wrażliwe na przemarzanie, a przemarznięte obumierają – powstają rany i pęknięcia. Wiosną bielenie opóźnia sezon wegetacyjny, co chroni przed przymrozkami kwiaty i pąki. Rozwijając się później są mniej narażone na przemarznięcie podczas wiosennych przymrozków.
6. Zbieranie plonów. Obojętnie, czy do buzi, czy do pojemnika, czy prosto na stół, zbierajmy plony z dziećmi.
Ponieważ:
- To najprzyjemniejsza część tego całego zachodu.
- Jest w tym coś z przygody, odkrywania. („Łoooo, pats jaka duza marchewka!”)
- Dzieci uczą się warzyw i owoców.
- Dzieci rozwijają wszystkie zmysły: uczą się nowych smaków, subtelnych różnic kolorów między już dojrzałymi, a jeszcze nie-do-końca-dojrzałymi owocami, dotykają różnych faktur i kształtów (twarda marchewka, miękka truskawka, gładka cukinia, szorstki ogórek, słuchają ptaków, trzmieli i szumu roślin oraz wąchają warzywa i zioła. Jeśli mamy w ogrodzie kąt z ziołami, niech maluch wybierze z czego chciałby wypić napar. Ostatnio synek namówił mnie na herbatkę ziołową wołając „Mama, mama, ja wywącham co chce wypić” i wywąchał. 😀
- Dzieci uczą się, że włożony w coś wysiłek przynosi korzyści, mogą czerpać satysfakcję z własnej pracy.
- Witaminy wprost z owocowych krzewów smakują najlepiej. 😉
- To wstęp do przygotowywania posiłków, przetworów, czyli dalszej przygody, przeniesionej do kuchni.


7. Zabawa ziemią, też pracą 😉 Wskażmy małym pomocnikom miejsce, w którym mogą kopać, używać naszych narzędzi, pousuwać „chwasty”, czy wymyślić coś kreatywniejszego, niż nam przyszłoby do głowy. 🙂 W końcu zadaniem naszych dzieci jest rozwijanie się, przez zabawę. To jest ich najważniejszą pracą!
Pozdrawiam z jesiennego ogrodu,
Patrycja