Zostanie rodzicem, jak każda duża zmiana w życiu, wyzwala ogromne emocje. Powoduje stres, budzi niepewność, ale również daje radość i nadzieję. Snujemy piękne plany, marzymy o wspólnych porankach, rodzinnych podróżach… W końcu pojawia się nowy członek rodziny i nie raz musimy zweryfikować owe wyobrażenia. Nie. Nie, że jest źle. Po prostu scenariusz, jaki sobie stworzyłyśmy w głowie, najczęściej odbiega od tego realnego – jest inaczej. Inaczej niż myślałyśmy, inaczej niż chciałyśmy i inaczej niż nam opowiadali. Okazuje się, że nerwy nie są ze stali. Że za długo bez snu się nie da. Że piersi bolą, mleko nie płynie, a my mamy ochotę wyrzucić z domu każdego, kto raczy nas swoją dobrą radą. Że z partnerem wyliczamy sobie kwadranse snu… Pojawiają się problemy, których nie potrafiłyśmy przewidzieć. Pozytywne podejście ulatuje z resztkami energii, do południa… Trzeba odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Najczęściej się udaje dość szybko! Na szczęście 😉 Jednak czasem trwa to trochę dłużej…
Baby blues i depresja poporodowa
Baby blues to poporodowe obniżenie nastroju, pojawia się parę dni po porodzie i trwa około tygodnia – jest to normalne i wynika z fizjologii. Podobnie jak napięcie przedmiesiączkowe. Podobne są też objawy: płaczliwość, rozdrażnienie, nerwowość, brak apetytu, mogą pojawić się problemy ze snem. Ciało obolałe po porodzie… Do tego wszystkiego baby blues najczęściej zbiega się z wyjściem ze szpitala i nawałem pokarmu. Pojawiają się wątpliwości, czy damy radę, czy potrafię być matką, czy nie skrzywdzę Nowonarodzonego? Ten stan pojawia się aż u 25-85% kobiet. Jednak nie towarzyszy mu utrata zainteresowania dzieckiem, ani myśli o śmierci. Stan ten przemija, a młoda mama zaczyna cieszyć się nowym życiem. 🙂
Inaczej sprawa wygląda z depresją poporodową. Tutaj problemy zostają na dłużej i są poważniejsze. Depresja pojawia się u około 20% matek, a pojawić się może nawet rok po porodzie. To znaczy, że depresja dotyczy 1 na 5 kobiet! Jest to stan chorobowy, wymagający leczenia. Matka w tym stanie jest wykończona, smutna, nie odczuwa chęci do życia. Nie widzi sensu. Nie chce zajmować się dzieckiem, nie jest w stanie reagować na jego potrzeby, to zapętla się z poczuciem winy. Pojawiają się zaburzenia snu i odżywiania. Przy dużym nasileniu objawów pojawiają się próby samobójcze. Depresja poporodowa wymaga leczenia. Nie tylko dla dobra kobiety i jej relacji z dzieckiem, ale również dla samego dziecka oraz partnera, któremu też nie jest łatwo… To, czy na wczesnym etapie rozwoju matka będzie spełniała swoje funkcje wpływa na opinię, jaką dziecko wyrabia sobie o świecie. A to przekłada się na jego funkcjonowanie w dzieciństwie i dorosłości. Niestety… Większość kobiet nie podejmuje działań mających na celu przywrócenie tak potrzebnej równowagi i nie zgłasza się po pomoc.

Psychoterapia
Jednym sposobem leczenie depresji, obok leków jest psychoterapia. Zależnie od nasilenia choroby stosuje się je wspólnie lub oddzielnie. Na szczęście teraz psychoterapia robi się „modna”. Coraz mniej osób wstydzi się sobie pomóc! To dobra wiadomość. Według mnie psychoterapia jest częścią dbania o siebie, higieną umysłu. Tak, jak idziemy do dentysty, gdy boli ząb (lub na kontrolę!), tak jeśli czujemy, że ciągniemy za sobą jakiś ciężar, powinniśmy pójść go zrzucić!
W moim przypadku psychoterapia pomogła mi znaleźć fałszywe przekonania i błędne schematy. Zioła pomogły sią zaadaptować, regulując poziom kortyzolu, a resztę zrobił czas. Byłam w miejscu, w którym nie chciałam być. Nie chciałam, żeby zaczynał się kolejny dzień. Płakałam obok dziecka, tępo patrząc w ścianę lub w okno… Cały dzień autopilot. Czynność za czynnością, bo „muszę”, nigdy bo „chcę”. Nigdy tak rzadko się nie śmiałam. Nie mogłam spać, zasypiałam wykończona nad ranem, budziło mnie dziecko o świcie, tak samo wyczerpaną, smutną, bez życia…
Pomoc i obecność nie do przecenienia
Najgorsze, co można powiedzieć w takiej sytuacji to „przestań się nad sobą użalać”, bo przecież zdrowe, bo inni nie mają co jeść… Tylko w tamtym miejscu nie ma miejsca na innych, jest tylko świadomość, że „powinnam się cieszyć, co ze mną nie tak”? „To kwestia organizacji.” „Musisz mieć pozytywne podejście.” Nie kopie się leżącego. Lepiej milczeć niż radzić w ten sposób.

Wsparcie takiej osoby powinno dawać jej przestrzeń do płaczu, do rozmowy. Ile razy przeszkadza nam płacz bliskich, bo nieswojo, nie wiadomo jak się zachować… Niech narzeka i niech płacze! Można pomóc jej znaleźć lekarza, czy terapeutę. Czasem, do niego zaciągnąć. Odciążyć od obowiązków domowych, podzielić obiadem. A przede wszystkim można zająć się dzieckiem, żeby ono dostało to, czego potrzebuje a matka miała czas dla samej siebie, bez poczucia winy, że dziecko niezaopiekowane. Tego potrzebowałam: pomocy, rozmowy, przestrzeni dla siebie. I terapii.
Dopiero teraz czuję, że jestem szczęśliwa, po 1,5 roku. Tyle zajęło mi odnalezienie się w nowej roli. Nie przypuszczałabym! Półtora roku terapii, czytania książek, szukania informacji o tym jak być rodzicem. Teraz patrzę na to jak pretekst do rozwoju. Okazję, aby naprawić to, co udało mi się wypatrzeć.
Jestem szczęściarą, że tylko tyle to zajęło. 🙂 Że mam wspaniałego partnera, dającego mi przestrzeń na rozwój, rodziców, którzy przygarną wnuki na cały dzień, kiedy uda nam się do nich przyjechać i sąsiadki. Kochane kobiety dzielące się jedzeniem i chętne do przypilnowania dzieci, choćby kwadrans. Inni takiego szczęścia nie mają. Pomagajmy, zamiast podkopywać.
Więcej o depresji: http://usmiechmamy.pl/czym-jest-depresja-poporodowa/
Pozdrawiam serdecznie 😉
Patrycja
Zdjęcie wyróżniające: Photo by Stefano Pollio on Unsplash